Holenderskie przekąski. Testuję cztery tradycyjne przysmaki


Dzisiaj coś okołopiwnego, bo przed piciem trzeba przecież zrobić jakąś podkładkę, a i w trakcie wypadałoby od czasu do czasu przekąsić. Co w sferze kulinarnej ma do zaoferowania Amsterdam?


Holandia nie jest szczególnie znana na świecie ze swojej kuchni. Mój kolega Holender, podczas jednego z moich pierwszych pobytów w Amsterdamie, przekonywał nawet, że Holandia w zasadzie nie ma własnej kuchni. Oczywiście mocno przesadził, bo ma. I warto jej spróbować, kiedy ma się ku temu okazję.

Bitterballen

Wyobraźcie sobie słonego gluta w panierce. Tak mniej więcej smakuje bitterbal, czyli jeden z kilku najbardziej tradycyjnych holenderskich przysmaków. Jeżeli macie znajomych Holendrów, to pewnie będzie to pierwsza rzecz, która przyjdzie im do głowy, kiedy spytacie o typowe lokalne jedzenie.


Bitterballen są dosłownie wszędzie, także w pubach, serwowane jako tzw. finger food do piwa. Jadłam je w czasie każdego pobytu w Amsterdamie i za każdym razem miałam nadzieję, że może teraz w końcu rozumiem, co jest w tych kulkach na tyle smacznego, że są aż tak popularne. Tym razem wybrałam się na podobno najlepsze bitterballen w Amsterdamie - do miejsca o nazwie De BallenBar znajdującego się w Foodhallen, czyli czymś takim jak warszawskie Koszyki. Bar serwuje bitterballen w pięciu smakach - m.in. z rybą, serem i szpinakiem, truflami - i można sobie zamówić porcję degustacyjną, w której znajdują się kuleczki we wszystkich smakach. Podawane są z musztardą.


Wszystkie smaki były bardzo zbliżone, różniły się dosłownie niuansami. Trzeba docenić Holendrów za umiejętność zrobienia glutowatej słonej masy z każdego składnika.

Broodje haring

W śledziu z kolei Holendrzy są mistrzami. Od powrotu z Amsterdamu tęsknię za tą niepozorną rybą, która nigdy wcześniej jakoś nie wywoływała mojego entuzjazmu.


Śledzia w Amsterdamie można kupić na ulicy, nawet w centrum miasta. Mnie najbardziej smakował taki, którego dostałam na stoisku odwiedzonym niegdyś przez królową Beatrycze.


Pierwszy raz zjadłam tłustego śledzia. Dotąd kojarzył mi się z taką chudą, dość zwartą rybą. Ten rozpływał się w ustach.


Czymże jest broodje haring? To surowy śledź z ogórkiem konserwowym i cebulą, podawany w bułce. Ryba jest patroszona na stoisku, tuż przed trafieniem do kanapki. Klasycznie serwuje się śledzia bez bułki, łapie za ogon, przechyla głowę do tyłu i wsuwa rybę do ust. Zdecydowałam się na bułkę ze względów praktycznych.

Stroopwafel

Takie wafle można kupić w prawie każdym sklepie w różnych wersjach. I zawsze przywożę ich trochę ze sobą do Polski.


Ale to tylko substytut tych naprawdę fajnych wafli, które są wypiekane tuż przed zjedzeniem. Surowe ciasto w formie kuleczki trafia do czegoś przypominającego gofrownicę, po chwili wyjmowany jest z niej placuszek, który - jeszcze ciepły - jest rozkrajany na dwa plastry i smarowany syropem.


I właśnie taki ciepły stroopwafel jest najlepszy.

Poffertjes

Maleńkie placuszki poffertjes są zdecydowanie najmniej popularne z przetestowanej przeze mnie czwórki tradycyjnych przekąsek. Przypominają trochę racuchy i tak jak one są zwykle posypywane cukrem pudrem. Zjada się je z odrobiną masła.


Cukier puder i masło to najbardziej typowe dodatki do poffertjes, chociaż można też znaleźć bardziej wymyślne rzeczy, takie, które kojarzymy głównie z dodatkami do gofrów - bita śmietana, polewy, owoce, orzechy...



Zobacz też:

Komentarze