Piwo a język polski. Wypiję jednego ale'a zamiast portera!


Jaki rodzaj gramatyczny ma „ale”? Powinniśmy pisać „craft” czy „kraft”? Jaki rodzaj gramatyczny ma „IPA”? „Portera” czy „porteru”? Przyjrzałam się piwnemu językowi.


Uszyma wyobraźni słyszę pojawiające się ryki: „Hehehehe, wydaje jej się, że się zna na wszystkim, hehehehe”. Wiem, że znacie mnie głównie z picia piwa i narzekania na to, że boczek był za tłusty, ale tak się składa, że potrafię też inne rzeczy. A poprawność językowa jest moim konikiem.Byłam jednym z tych dzieci, które w słoneczne dni wolały siedzieć w domu i czytać słowniki niż... nie wiem, jak zakończyć to zdanie, bo nie wiem, co robią dzieci na dworze. Dzięki temu nie musiałam zdawać matury z języka polskiego (na olimpiadzie pisałam pracę z zakresu językoznawstwa). W pewnym sensie z tego też żyję, bo jestem redaktorem. O języku pisałam też pracę magisterską („Transkrypcja wyrazów sanskryckich i hindi w polskiej prasie”). Najoględniej rzecz ujmując, coś tam o języku wiem. Właśnie dlatego temat piwa od razu zainteresował mnie od strony językowej. Tym bardziej, że jest w tym zakresie bardzo dużo wesołej twórczości beer geeków utrwalanej przez blogerów.

Wybrałam kilka najbardziej palących kwestii.

Ale. Ten? To?

Przez pewien czas bezrefleksyjnie pisałam „to ale”. Aż pewnego dnia się zawahałam – dlaczego nie „ten ale”? W końcu mówimy [ejl], a nie [ale]. Wikipedia podaje, że „ale” ma rodzaj nijaki. Ale nie podaje żadnego źródła. W „Wielkim słowniku ortograficznym” znalazłam tylko informację, że „ale” jest nieodmienne.

Owszem, jest jakaś tam prawidłowość, że rodzaj nijaki w języku polskim najczęściej mają słowa zakończone na -e lub -o. Ale mówimy [ejl] – bez -e.

Szukałam analogii – jakiegoś zapożyczenia z języka angielskiego, które już przyjęło się w języku polskim i w zapisie ma -e, a w mowie kończy się spółgłoską. I znalazłam. Remake. Ten remake. Steakhouse. Ten steakhouse. Więc skąd „to ale”?

Zadałam pytanie na facebookowej grupie, która jest językoznawczym odpowiednikiem Jepiwki. Pojawiła się sugestia, że „ale” przyjmuje w języku polskim rodzaj nijaki, bo taki ma też „piwo”. Kiedy odpowiedziałam, że chyba to nie jest właściwy tok myślenia, bo „lager” ma rodzaj męski, sprawy się skomplikowały. Moje pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Udało mi się jednak trafić na moment, w którym można było zadać pytanie Poradni Językowej PWN (na pytania odpowiada tam Redakcja Słowników Języka Polskiego PWN, więc trudno o większy autorytet w zakresie języka). Napisałam: "Jaki rodzaj w języku polskim powinno mieć zapożyczenie z języka angielskiego ale [ejl]. Chodzi o piwo górnej fermentacji. Środowisko fanów piw rzemieślniczych używa tego słowa w rodzaju nijakim. Sama też to robię. Odnoszę jednak wrażenie, że Wypiłam to [ejl] brzmi mniej naturalnie niż Wypiłam tego [ejla]. Czy jest jakieś językowe uzasadnienie dla używania tego słowa w rodzaju nijakim?".

I dostałam odpowiedź od dr hab. Katarzyny Kłosińskiej z Uniwersytetu Warszawskiego: "Wszystko zależy od tego, jak wyraz ten jest wymawiany. Jeśli zdecydujemy się na wymowę angielską [ejl], to mamy do czynienia z rzeczownikiem zakończonym spółgłoską [l], a takie zakończenie jest typowe dla nazw męskich. W związku z tym wyraz (wbrew zapisowi w WSO) odmienia się – tak jak rzeczownik męski: Nie znalazłam żadnego ale’a [ejla], Przyglądam się temu ale’owi [ejlowi], Wypiłem jeden ale [ejl] / jednego ale’a [ejla] itd. Wybór formy biernika (jeden ale czy jednego ale’a) zależy tu od stopnia staranności wypowiedzi – formą najbardziej wzorcową jest biernik bez końcówki (Wypiłam jeden ale, tak jak: Zjadłam jeden cukierek, Wysłam jeden mejl), a forma ale’a (biernik z końcówką -a) jest potoczna, mniej staranna. Przypisanie nazwie ale rodzaju nijakiego miałoby sens wyłącznie wówczas, gdybyśmy wymawiali ją po polsku – jako [ale]."

Więc:


Craft czy kraft?

„Craft” jest ciekawym zapożyczeniem, bo w języku angielskim nie oznacza piwa rzemieślniczego. Piwo rzemieślnicze to „craft beer”. My jednak pozbyliśmy się „beer” i używamy słowa „craft”, czyli „rzemiosło”, jako zamiennika związku „piwo rzemieślnicze” czy nawet „piwowarstwo rzemieślnicze”. Mówimy więc o „piciu kraftów” i o „polskim krafcie”. W gruncie rzeczy nadaliśmy temu słowu nowe znaczenie. I stworzyliśmy pejoratywny „krafcik”.

Jak zapisywać to nowe słowo? Tak naprawdę nie ma właściwej odpowiedzi. Spolszczanie wyrazów zapożyczonych – bo o to tutaj chodzi – jest kwestią bardzo subiektywną. O tym, czy będziemy pisać „craft” czy „kraft”, decydujemy my. Przyjęta zostanie ta forma, którą będzie stosować większość. Przy czym im bardziej słowo się rozpowszechni, tym bardziej będziemy się skłaniali ku „kraftowi”. Tak było na przykład z „managerem”, który z czasem stał się „menadżerem”.

Mnie w tym momencie bardziej już przekonuje pisownia „kraft”.

Więc:


IPA. Ten? Ta? To?

Zacznijmy od podstaw – IPA to skrótowiec. Niepewność co do tego, jaki rodzaj gramatyczny stosować, bierze się z błędnego przekonania, że rodzaj skrótowca zawsze odpowiada w języku polskim rodzajowi wyrazu nadrzędnego w rozwiniętej nazwie. Innymi słowy, rodzaj gramatyczny „IPA” będzie taki sam jak „ale”. Czyli - jak już wiemy dzięki Poradni Językowej PWN - męski.

Jest jednak pewne „ale” (i nie chodzi o piwo górnej fermentacji). Rodzaj gramatyczny skrótowca można też ustalić w inny sposób – poprzez nadanie mu swoistych cech gramatycznych. Jeżeli chcecie dokładniej się z tym zapoznać, odsyłam do tego tekstu. Powinna nam jednak wystarczyć tutaj informacja, że skrótowce, które w wymowie są zakończone nieakcentowanym „-a” (a właśnie tak jest z „IPA”), mogą mieć rodzaj żeński.

Już się zgubiliście? To jeszcze nie koniec. Pierwszy sposób ustalania rodzaju jest stosowany w polszczyźnie starannej. Drugi jest zarezerwowany dla języka potocznego.

Jeżeli ktoś Wam mówi, że jakaś IPA jest dobra, to go nie poprawiajcie. Chyba że jest paskudna. Przymknęłabym nawet oko na „IPA” w rodzaju żeńskim na blogach czy forach – tam też króluje język potoczny, a nie oficjalny.

Więc:



Portera czy porteru?

Istnieją dwie – równie zabawne – frakcje. Z jednej strony mamy nieustępliwych poprawiaczy, którzy z uporem godnym lepszej sprawy każde „portera” poprawiają na „porteru”. Z drugiej mamy tych, którzy piszą „portera” (a nawet „porterA”), chociaż są przekonani, że poprawna forma to „porteru”, tylko chcą wkurzyć frakcję pierwszą.

Te przepychanki są śmieszne i bezcelowe, bo w piciu „portera” nie ma nic złego. Pod tym linkiem możecie zobaczyć sobie hasło „porter” w „Wielkim słowniku ortograficznym”. Jako pierwsza podana jest forma „porteru”, co oznacza, że jest ona wzorcowa. Ale za nią znajduje się też „portera”. Jeżeli ktoś chce mówić, że wypił portera, to ma do tego pełne prawo.

Więc:

Stouta czy stoutu?

Ze stoutem jest dużo łatwiej niż z porterem. Słownik podaje tylko jedną możliwość – „stoutu”. Tu nie powinno być żadnych wątpliwości. Hasło możecie znaleźć pod tym linkiem. 

Więc:


Weizena czy weizenu?

W słownikach nie ma jeszcze „weizena”. Właśnie, odruchowo piszę „weizena”, a nie „weizenu”. I wydaje mi się, że większość jednak tak mówi. Pytanie o weizeny padło już kiedyś w Poradni Językowej PWN i dr hab. Katarzyna Kłosińska odpowiedziała, że należy zdać się na uzus. Czyli „weizena”.

Więc:


Wielka i mała litera w nazwie stylu

Mała. W słownikach mamy już kilka wyrazów, na których możemy się wzorować, np. „porter”, „stout”, „pilzner”. Tak naprawdę nic nie uzasadnia stosowania wielkiej litery w zapisie nazw stylu w języku polskim. Nawet w „india pale ale” czy „russian imperial stout”. Nie ma co się oglądać na to, jaką literą nazwy są zapisywane w oryginale – w języku angielskim czy niemieckim.

Więc:


Zapis nazw odmian chmielu

W słownikach można znaleźć reguły dotyczące zapisu nazw roślin uprawnych. I zgodnie z nimi nazwę odmiany należy zapisywać wielką literą i (zwykle) w cudzysłowie. Oznacza to, że poprawny jest zapis chmiel „Lubelski”.

Więc:



Zobacz też:




Komentarze

  1. Wszyscy ekonomiści, osoby po FiR itp. się nie zgodzą. Bo Portera to jest 5 sił, a porteru to się można napić. :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz